Patrzysz na wiadomości wyszukane dla frazy: Krystyna Zachwatowicz





Temat: [Wystawa] Nasza Japonia
W dniach od 24 stycznia do 17 lutego, od poniedziałku do piątku w godzinach 8:30 – 16:30 na Wydziale Informacji i Kultury Ambasady Japonii w Warszawie, al. Ujazdowskie 51, będzie można oglądać wystawę rysunków Andrzeja Wajdy i fotografii Krystyny Zachwatowicz. Wystawa organizuje Ambasada Japonii w Warszawie oraz Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie przy współpracy Fundacji Kyoto-Kraków. Na wystawie pokazane zostaną rysunki krajobrazów i architektury Japonii Andrzeja Wajdy oraz zdjęcia zamku w Himeji pani Krystyny Zachwatowicz, wykonane podczas ich pobytu w Japonii.

Źródło: Japońska Ambasada w Polsce za: Kasumi,pl





Temat: Piwnica pod Baranami
Dzisiaj o 0.20, TVP 2 "Wieczór artystyczny: Piwnica"

Andrzej Krauze dokumentuje 40-letnią historię słynnego, założonego w 1956 roku krakowskiego kabaretu "Piwnica pod Baranami". Materiałom archiwalnym towarzyszą wspomnienia twórców, wykonawców i sympatyków Piwnicy, m.in. Janiny Olczak-Ronikier, Krystyny Zachwatowicz, Kazimierza Wiśniaka, Rajmunda Jarosza, Zygmunta Koniecznego, Leszka Długosza i Grzegorza Turnaua. Śmierć Piotra Skrzyneckiego 27 kwietnia 1997 roku zakończyła dzieje jednego z najoryginalniejszych przedsięwzięć w polskiej kulturze czasów powojennych.
http://tv.wp.pl





Temat: spotkanie z JE Ambasadorem Cesarstwa Japonii
Szanowni Państwo,

Mam niezwykłą przyjemność zaprosić Państwa w imieniu pana Andrzeja Wajdy i pani Krystyny Zachwatowicz, Fundatorów Muzeum Manggha oraz pani Bogny Dziechciaruk – Maj, dyrektora Muzeum Manggha na spotkanie z Jego Ekscelencją Panem Nagao Hyodo, ambasadorem Japonii w Polsce w latach 1993-97, autorem książki „Mosty przyjaźni. Polska dusza i japońskie serce”, z okazji ukazania się jej polskiego przekładu

3 lutego 2008

godzina 16.00

Muzeum Manggha, ul. M. Konopnickiej 26

30-302 Kraków

Po spotkaniu zapraszamy na czarkę japońskiej herbaty.

Profesor Nagao Hyodo urodził się w Tokio w roku 1936. Po ukończeniu studiów na Wydziale Prawa Uniwersytetu Tokijskiego w roku 1961 podjął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Japonii. W roku 1962 został skierowany na studia podyplomowe w zakresie slawistyki i problemów Europy Wschodniej na Uniwersytecie w Londynie. Po powrocie do Japonii pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Był sekretarzem ministra Takeo Fukudy, dyrektorem Departamentu Europy Wschodniej, dyrektorem generalnym Biura Spraw Europejskich. Pracował w ambasadach Japonii w Moskwie, Londynie, Manili i Waszyngtonie. W latach 1993-97 jako ambasador Japonii w Polsce bardzo przyczynił się do ożywienia polsko-japońskich stosunków w wielu dziedzinach, zwłaszcza w zakresie współpracy gospodarczej i kulturalnej. Na tematy polskie opublikował szereg artykułów oraz niniejszą książkę.

Pełnił odpowiedzialną misję ambasadora Japonii w Belgii w latach 1997-2000. Po zakończeniu kariery dyplomatycznej został profesorem na Wydziale Współczesnego Prawa na Uniwersytecie Tokyo Keizai.




Temat: Ubecka katownia w piwnicach kamienicy Baranowskich

Piwnice gmachu Ministerstwa Sprawiedliwości przechodzą pod opiekę Muzeum Powstania Warszawskiego. W czasach stalinowskich mieściły słynny areszt śledczy. Niebawem powstanie w nich ekspozycja o powojennym dramacie żołnierzy AK.

Wczoraj Muzeum Powstania uroczyście przejęło od Ministerstwa Sprawiedliwości pierwszą część piwnic. W jednej z dawnych cel minister Andrzej Czuma i dyrektor muzeum Jan Ołdakowski podpisali stosowny protokół. Idąc podziemnym korytarzem, można było po drodze zajrzeć do ciasnych pomieszczeń, w których w latach 1945-54 przetrzymywano żołnierzy AK i działaczy niepodległościowych. Sam budynek u zbiegu Alej Ujazdowskich i ul. Koszykowej był wtedy siedzibą Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

- Ja przebywałam w tym areszcie tylko pół godziny, ale mojego męża Henryka Kozłowskiego "Kmitę" trzymali tu przez dwa tygodnie. Wsadzili go do wysokiego na metr ciemnego karceru, wielkość psiej budy. Stracił poczucie czasu. Nie wiedział, czy jest dzień, czy noc - opowiadała wczoraj Anna Jakubowska "Paulinka" z Batalionu "Zośka".

Prof. Wiesław Chrzanowski spędził w areszcie przy Koszykowej cztery i pół miesiąca. - Było to akurat 60 lat temu - mówił otoczony przez reporterów. - Tutaj trafiało się bezpośrednio po aresztowaniu, czasem na parę dni, czasem parę miesięcy. W tym miejscu nie wykonywano wyroków, choć podczas śledztwa zginęło szereg osób. Poza Janem Rodowiczem "Anodą", uczestnikiem Akcji pod Arsenałem i żołnierzem Batalionu "Zośka", śmierć poniósł też światowej sławy dermatolog - prof. Grzybowski.

- Miałem ciekawe towarzystwo: generała SS Hildebrandta, którego później powiesili, czy pana Butienkę, oficjalnie zatrzymanego za sprawy gospodarcze. Okazało się jednak, że był on członkiem komitetu centralnego mienszewików. Uciekł z Rosji przed bolszewikami. Specjalnie do niego przyjeżdżali śledczy ze Związku Radzieckiego. Prosił nas, żebyśmy walili w drzwi i krzyczeli, że Butienko umarł. Wtedy obsługa aresztu wpadała w popłoch - opowiadał prof. Wiesław Chrzanowski.

Strażnikami byli reemigranci z Francji. Wywołując z celi, używali tylko pierwszej litery nazwiska. - Ze mną mieli problem, bo "ch" po francusku czyta się jak "sz". Zamiast mnie zabierali na czwarte piętro Wojtka Szymanowskiego z "Zośki".

Po latach - w 1991 r. - prof. Chrzanowski został ministrem sprawiedliwości. Zasiadł w gabinecie dwa piętra nad dawnym aresztem.

Pomysł urządzenia w piwnicach muzeum narodził się w 2005 r. podczas plenerowej wystawy w Alejach Ujazdowskich poświęconej represjonowanym po wojnie żołnierzom AK. Wyszedł od uczestników Powstania: Krystyny Zachwatowicz-Wajdy, Anny Jakubowskiej i Tadeusza Filipkowskiego. Umowę o użyczeniu przez resort na 15 lat części podziemi od ul. Koszykowej podpisano dopiero w zeszłym miesiącu.

- Chcemy tu opowiedzieć powojenną historię młodego pokolenia AK, które w czasie okupacji poświęcało życie za ojczyznę, a potem spadły na nie aresztowania, procesy i represje. Ponad 5 tysięcy akowców dostało karę śmierci. Ponad połowę wyroków wykonano - mówił dyrektor muzeum Jan Ołdakowski.

- W tej chwili odbieramy jedną trzecią przyznanych nam przez ministerstwo pomieszczeń. W kolejnych miesiącach będziemy przejmowali następne. Od jutra zaczynamy usuwać ze ścian warstwy farb w poszukiwaniu pozostawionych przez więźniów napisów. Rozpoczynamy też prace nad projektem ekspozycji - ogłosił Piotr Śliwowski, szef sekcji historycznej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Otwarcie ekspozycji w piwnicach planowane jest za blisko dwa lata.


Szkoda, że u nas nie powiódł się pomysł z muzeum w areszcie...




Temat: Muzeum Powstania przejmuje ubecki areszt
Piwnice gmachu Ministerstwa Sprawiedliwości przechodzą pod opiekę Muzeum Powstania Warszawskiego. W czasach stalinowskich mieściły słynny areszt śledczy. Niebawem powstanie w nich ekspozycja o powojennym dramacie żołnierzy AK.

Wczoraj Muzeum Powstania uroczyście przejęło od Ministerstwa Sprawiedliwości pierwszą część piwnic. W jednej z dawnych cel minister Andrzej Czuma i dyrektor muzeum Jan Ołdakowski podpisali stosowny protokół. Idąc podziemnym korytarzem, można było po drodze zajrzeć do ciasnych pomieszczeń, w których w latach 1945-54 przetrzymywano żołnierzy AK i działaczy niepodległościowych. Sam budynek u zbiegu Alej Ujazdowskich i ul. Koszykowej był wtedy siedzibą Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

- Ja przebywałam w tym areszcie tylko pół godziny, ale mojego męża Henryka Kozłowskiego "Kmitę" trzymali tu przez dwa tygodnie. Wsadzili go do wysokiego na metr ciemnego karceru, wielkość psiej budy. Stracił poczucie czasu. Nie wiedział, czy jest dzień, czy noc - opowiadała wczoraj Anna Jakubowska "Paulinka" z Batalionu "Zośka".

Prof. Wiesław Chrzanowski spędził w areszcie przy Koszykowej cztery i pół miesiąca. - Było to akurat 60 lat temu - mówił otoczony przez reporterów. - Tutaj trafiało się bezpośrednio po aresztowaniu, czasem na parę dni, czasem parę miesięcy. W tym miejscu nie wykonywano wyroków, choć podczas śledztwa zginęło szereg osób. Poza Janem Rodowiczem "Anodą", uczestnikiem Akcji pod Arsenałem i żołnierzem Batalionu "Zośka", śmierć poniósł też światowej sławy dermatolog - prof. Grzybowski.

- Miałem ciekawe towarzystwo: generała SS Hildebrandta, którego później powiesili, czy pana Butienkę, oficjalnie zatrzymanego za sprawy gospodarcze. Okazało się jednak, że był on członkiem komitetu centralnego mienszewików. Uciekł z Rosji przed bolszewikami. Specjalnie do niego przyjeżdżali śledczy ze Związku Radzieckiego. Prosił nas, żebyśmy walili w drzwi i krzyczeli, że Butienko umarł. Wtedy obsługa aresztu wpadała w popłoch - opowiadał prof. Wiesław Chrzanowski.

Strażnikami byli reemigranci z Francji. Wywołując z celi, używali tylko pierwszej litery nazwiska. - Ze mną mieli problem, bo "ch" po francusku czyta się jak "sz". Zamiast mnie zabierali na czwarte piętro Wojtka Szymanowskiego z "Zośki".

Po latach - w 1991 r. - prof. Chrzanowski został ministrem sprawiedliwości. Zasiadł w gabinecie dwa piętra nad dawnym aresztem.

Pomysł urządzenia w piwnicach muzeum narodził się w 2005 r. podczas plenerowej wystawy w Alejach Ujazdowskich poświęconej represjonowanym po wojnie żołnierzom AK. Wyszedł od uczestników Powstania: Krystyny Zachwatowicz-Wajdy, Anny Jakubowskiej i Tadeusza Filipkowskiego. Umowę o użyczeniu przez resort na 15 lat części podziemi od ul. Koszykowej podpisano dopiero w zeszłym miesiącu.

- Chcemy tu opowiedzieć powojenną historię młodego pokolenia AK, które w czasie okupacji poświęcało życie za ojczyznę, a potem spadły na nie aresztowania, procesy i represje. Ponad 5 tysięcy akowców dostało karę śmierci. Ponad połowę wyroków wykonano - mówił dyrektor muzeum Jan Ołdakowski.

- W tej chwili odbieramy jedną trzecią przyznanych nam przez ministerstwo pomieszczeń. W kolejnych miesiącach będziemy przejmowali następne. Od jutra zaczynamy usuwać ze ścian warstwy farb w poszukiwaniu pozostawionych przez więźniów napisów. Rozpoczynamy też prace nad projektem ekspozycji - ogłosił Piotr Śliwowski, szef sekcji historycznej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Otwarcie ekspozycji w piwnicach planowane jest za blisko dwa lata.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna



Temat: Dwa apele, dwa style!
Dwa apele, dwa style

W pełni zgadzam się z określeniem przez Ludwika Dorna zachowania grupy osób podpisanych pod apelem o przeciwstawienie się "wymierzonej przeciwko Lechowi Wałęsie kampanii nienawiści i zniesławień, która niszczy polską pamięć narodową" mianem "zbiorowej głupawki".

Histeria, jaka zapanowała wśród chcących uchodzić za elitę narodu sygnatariuszy owego tekstu zasługiwałaby jedynie na ironiczny komentarz, gdyby nie to, że domagają się oni de facto powrotu cenzury oraz całkowicie dezawuują działalność Instytutu Pamięci Narodowej.

Bo jak inaczej odczytać taki fragment podpisanego przez Władysława Bartoszewskiego, Zbigniewa Bujaka, Jerzego Buzka, Andrzeja Celińskiego, Marka Edelmana, Bronisława Geremka, Stefana Jurczaka, Krzysztofa Kozłowskiego, Jana Kułakowskiego, Helenę Łuczywo, Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika, Karola Modzelewskiego, Janusza Onyszkiewicza, Józefa Piniora, Jana Rulewskiego, Henryka Samsonowicza, Grażynę Staniszewską, Wisławę Szymborską, Barbarę Skargę, Andrzeja Wajdę, Henryka Wujca i Krystynę Zachwatowicz apelu:

"Trudno pojąć intencje instytucji i ludzi, którzy podejmują obecnie kampanię oskarżeń i zniesławień wobec Lecha Wałęsy. Instytucja, która miała służyć narodowej pamięci, zamierza teraz podjąć działania niszczące tę pamięć: archiwa komunistycznych służb bezpieczeństwa mają stać się instrumentem przekreślenia wizerunku i autorytetu przywódcy robotniczej Solidarności, laureata pokojowej nagrody Nobla oraz pierwszego prezydenta znowu niepodległej Polski. Wobec ofiary ubeckich prześladowań ci policjanci pamięci stosują pełne nienawiści metody tamtych czasów. Gwałcą prawdę i naruszają fundamentalne zasady etyczne. Wyrażamy Lechowi Wałęsie nasz najwyższy szacunek, zaufanie i solidarność."

Aż wierzyć mi się nie chce, że pod takimi inwektywami złożyli swe podpisy m.in. profesorowie, którzy powinni szczególnie dbać o umiar i takt w swoich wypowiedziach. Każdemu oczywiście wolno bezgranicznie wierzyć w co tylko mu się podoba i ufać dowolnym ludziom, ale przedstawicielom pewnych profesji, powszechnie szanowanym za ogromny dorobek intelektualny i piękną postawę moralną w trudnych czasach komunizmu, nie przystoi używać inwektyw w rodzaju: "policjanci pamięci", czy "gwałcą prawdę" w odniesieniu do rzetelnie wykonujących swój zawód badaczy najnowszych dziejów.

Jest to oburzające zachowanie, a chętnie określiłbym je przy pomocy jeszcze mocniejszych słów, gdyby nie to, że sam - jako filozof - muszę umieć zapanować nad swymi emocjami i nad językiem, którego używam. Z przykrością konstatuję, że ta sztuka nie udała się wybitnym luminarzom naszego życia intelektualnego, którzy złożyli swoje podpisy pod dokumentem, napisanym w tonie politycznego zacietrzewienia, a nie dbałości o "fundamentalne zasady etyczne", na które tak chętnie się powołują. Mam prawo domniemywać, że autorami kuriozalnego apelu byli politycy, a nie profesorowie, ale odpowiedzialność za jego treść i formę spada przecież na każdego sygnatariusza.

Zachodzę też w głowę, jak wybitni intelektualiści i obrońcy wolnego słowa mogą nawoływać do cenzurowania naukowych dzieł, których zawartości nie znają. Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk - autorzy inkryminowanej książki o kontaktach Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL - będą mogli zostać poddani totalnej krytyce, włącznie z postawieniem im najpoważniejszych zarzutów warsztatowych oraz moralnych, ale dopiero wówczas, kiedy ukaże się ona na rynku wydawniczym. Podważanie ich wiarygodności już teraz jest czymś tak absurdalnym, że brak mi słów na komentarz.

Autorzy apelu nie ograniczają się jednak tylko do ataku na dwóch historyków, pracujących w IPN, ale rozciągają swoją krytykę na cały Instytut. Ich tekst jest przepełniony nienawiścią do pracujących w nim ludzi i do samej instytucji, którą najchętniej by zlikwidowali, a przynajmniej dokonali w niej rewolucji personalnej. Z pewnością znajdą w tym dziele sojuszników w ławach poselskich lewicy, a może nawet wśród niektórych reprezentantów rządzącej koalicji. Andrzej Wajda nawet nie ukrywa swoich uczuć wobec IPN, marząc na łamach "Gazety Wyborczej" o nakręceniu filmu, którego przesłaniem byłoby zdezawuowanie Instytutu.

Pod apelem brakuje mi podpisu Władysława Frasyniuka, który dzień wcześniej nawoływał w TVN 24 do bicia w twarz hołoty plującej na historię, czyli autorów książki o Wałęsie. Jestem pewien, że dodałby on do tego tekstu kilka smacznych sformułowań, a niewykluczone że profesorowie Skarga, Geremek i Modzelewski przyklasnęliby jego słowotwórczej inwencji.

Ponieważ każda akcja skutkuje reakcją, niedługo po upublicznieniu omówionego wyżej dokumentu kilkanaście osób podpisało inny apel, który nie przebił się jednak tak łatwo do opinii społecznej. Oto jego treść:

"Od pewnego czasu jesteśmy świadkami publicznego obrażania historyków, przygotowujących naukową publikację na temat przeszłości Lecha Wałęsy.

Niektórzy politycy i znaczące osoby życia publicznego, jeszcze przed ukazaniem się pracy, formułują ciężkie oskarżenia pod adresem jej autorów i IPN, który opracowaniu temu patronuje.

Nie znamy pracy badaczy IPN i ocenić ją będziemy mogli dopiero po ukazaniu się.

Jednak - uznając doniosłą rolę Lecha Wałęsy w dziejach Polski - nie możemy milczeć wobec wystąpień, tworzących atmosferę zagrożenia wolności badań naukowych i wolności słowa.

Nie można powoływać się na ideały Solidarności i jednocześnie wzywać do zamykania historykom ust.

Niepokoić musi język oszczerstw wobec autorów książki, której jeszcze nikt nie widział."

Pod tym apelem podpisali się: Ryszard Bugaj, Tomasz Burek, Zdzisław Krasnodębski, Miłowit Kuniński, Ryszard Legutko, Paweł Lisicki, Andrzej Nowak, Marek Nowakowski, Jan Pospieszalski, Piotr Semka, Krzysztof Skowroński, Jadwiga Staniszkis, Bogdan Szlachta, Paweł Wieczorkiewicz, ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski i Piotr Zaremba.

Wystarczy porównać język obu tekstów, aby przekonać się, kto rzeczowo, bez emocji i z szacunkiem dla Wałęsy ocenia sytuację, jaka powstała wokół nieznanej jeszcze nikomu publikacji o nim, a kto używa języka oraz "stosuje pełne nienawiści metody tamtych czasów", znaczonych pogardą dla ludzi i ich dzieł.

Jerzy Bukowski